Jestem, żyję.
Od ostatniego wpisu minęło kupę czasu, powiem szczerze ,że nawet nie zauważyłam kiedy.
Tak naprawdę ani nie miałam czasu ani weny na pisanie.
Postaram się pisać regularnie.
Zaczęły się wakacje, o ile ludzie pracujący mogą mówić o wakacjach...
U mnie ogólnie bez większych zmian. Czasami mam wrażenie ,że mój ED trochę przysypia gdzieś we mnie ale niestety za chwilę budzi się ze zdwojoną siłą. No cóż...taka prawda ,że chyba bez terapii się go nie pozbędę, a na to jeszcze nie jestem gotowa.
Waga z wczoraj to 44,7kg, nie mierzyłam się, nadrobię to.
Jem jak jem...ale raczej rzadko przekraczam 900-1000kcal. Nie liczę zbytnio tego co jem, ale obstawiam ,że jest to max 700kcal. Staram się jeść zdrowo, o ile przy takim jedzeniu można tak powiedzieć.
Mój T. ma czasem naleciałości z pilnowaniem mnie, nie pozwala mi wyjść z domu bez śniadania, pyta dokładnie co jadłam itd. Czasami wygrywa on, czasami ja, w zależności ile mam danego dnia siły do walki z nim.
Przez ciągłe wyjazdy a potem nadrabianie w pracy, wypadłam trochę z rytmu ćwiczeń i biegania. Mam nadzieję ,że jak uporam się ze wszystkim w pracy to będę mogła znowu biegać.
Obiecuję zaglądać częściej.
piątek, 18 lipca 2014
środa, 28 maja 2014
dobre momenty jak fotografie, zbieram w swej głowie jak starej szafie
za niedługo będzie moja rocznica.
Dokładnie 14.06.2006 roku zaczęłam prowadzić bloga i opisywałam moją walkę z ciałem i kilogramami.
8 lat...
8 lat tylu zmian.
Matura, studia, chłopaki, wyjazdy, rodzice, szpital...
Jedno pozostało niezmienne- walka z ciałem.
Tylko sposoby się zmieniły, teraz już nie umiem tak jak kiedyś.
A może za dobrze wiem czym to 'pachnie'?
I styl pisania inny.
Ale co się dziwić jak wtedy miałam jakieś 18 lat.
Lubię czasami wracać do tamtego bloga.
Czytając go uśmiecham się a czasami myślę jaka byłam żenująca ;)
Myślę o dziewczynach z tamtego okresu.
Co się z nimi stało?
Czy nadal tak jak ja walczą o siebie?
Dokładnie 14.06.2006 roku zaczęłam prowadzić bloga i opisywałam moją walkę z ciałem i kilogramami.
8 lat...
8 lat tylu zmian.
Matura, studia, chłopaki, wyjazdy, rodzice, szpital...
Jedno pozostało niezmienne- walka z ciałem.
Tylko sposoby się zmieniły, teraz już nie umiem tak jak kiedyś.
A może za dobrze wiem czym to 'pachnie'?
I styl pisania inny.
Ale co się dziwić jak wtedy miałam jakieś 18 lat.
Lubię czasami wracać do tamtego bloga.
Czytając go uśmiecham się a czasami myślę jaka byłam żenująca ;)
Myślę o dziewczynach z tamtego okresu.
Co się z nimi stało?
Czy nadal tak jak ja walczą o siebie?
środa, 21 maja 2014
Życie niekontrolowane jest bezwartościowe
Za oknem temperatura wzrasta co powoduje ,że humor u mnie bardzo dobry ale i chęci jakiegokolwiek wyjazdu coraz większe.
Za miesiąc rejs po morzu śródziemnym a moje ciało nadal nie jest idealne.
Ale walczę, jem zdrowo- błonnik, otręby, owoce, warzywa, kurczak, nabiał.
Staram się codziennie biegać, min 5km.
Odpuszczam tylko w środy, bo mam 2h fitnessu.
W weekendy też bywa różnie z racji mojej pracy ale może to i lepiej, bo mięśnie mają czas na regenerację.
Zamówiłam sobie z pewnej strony z rzeczami dla sportowców kilka rzeczy i mam nadzieję ,że dzięki małym wspomagaczom do 21 czerwca osiągnę chociaż połowę tego czego chcę.
Poza dietą wszystko bez zmian.
Pracuję gdzie pracowałam. Wiele osób mnie pyta czy mnie to nie męczy. Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć. Owszem męczy mnie to ,że każdy weekend spędzam w klubie, że nie mogę wyskoczyć ze znajomymi na weekend za miasto czy chociażby zrobić głupiego grilla. Ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie siebie w innej pracy, pracy za biurkiem, codziennie od 8-16, to nie dla mnie. Tutaj w tygodniu chodzę 3 dni i jak mam ochotę to przyjeżdżam o 7 rano a jak nie to o 13.
Z T. wszystko idzie w dobrą stronę, za 2 miesiące stuknie nam rok. Zleciało nie wiadomo kiedy. Pies nam rośnie i rozrabia. Do domu tylko rzadko wpadam i dzwonię też nie często. Matka ma mi to trochę za złe, dobrze ,ze zaraz dzień matki to jakoś jej to wynagrodzę.
Trzymajcie się chudo! ;)
Za miesiąc rejs po morzu śródziemnym a moje ciało nadal nie jest idealne.
Ale walczę, jem zdrowo- błonnik, otręby, owoce, warzywa, kurczak, nabiał.
Staram się codziennie biegać, min 5km.
Odpuszczam tylko w środy, bo mam 2h fitnessu.
W weekendy też bywa różnie z racji mojej pracy ale może to i lepiej, bo mięśnie mają czas na regenerację.
Zamówiłam sobie z pewnej strony z rzeczami dla sportowców kilka rzeczy i mam nadzieję ,że dzięki małym wspomagaczom do 21 czerwca osiągnę chociaż połowę tego czego chcę.
Poza dietą wszystko bez zmian.
Pracuję gdzie pracowałam. Wiele osób mnie pyta czy mnie to nie męczy. Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć. Owszem męczy mnie to ,że każdy weekend spędzam w klubie, że nie mogę wyskoczyć ze znajomymi na weekend za miasto czy chociażby zrobić głupiego grilla. Ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie siebie w innej pracy, pracy za biurkiem, codziennie od 8-16, to nie dla mnie. Tutaj w tygodniu chodzę 3 dni i jak mam ochotę to przyjeżdżam o 7 rano a jak nie to o 13.
Z T. wszystko idzie w dobrą stronę, za 2 miesiące stuknie nam rok. Zleciało nie wiadomo kiedy. Pies nam rośnie i rozrabia. Do domu tylko rzadko wpadam i dzwonię też nie często. Matka ma mi to trochę za złe, dobrze ,ze zaraz dzień matki to jakoś jej to wynagrodzę.
Trzymajcie się chudo! ;)
środa, 30 kwietnia 2014
wszystko ma swoje wady, zalety
Nawet nie wiem kiedy minął miesiąc jak mnie tutaj nie było.
Zaglądałam, miałam chęć coś napisać ale albo nie było o czym albo nie miałam wystarczająco czasu.
W zasadzie przez ten miesiąc nic się nie zmieniło. Może drzewa są bardziej zielone, świeci więcej słońca i jest cieplej. U mnie bez zmian.
Walczę z wagą i ciałem.
Nie tak drastycznie jak kiedyś.
Chcę odżywiać się zdrowo.
Chcę mieć piękne i zdrowe ciało, choć przyznam ,że wygląd kościotrupa nadal mnie kusi.
Może też dzięki niemu jest inaczej?
Nie zmusza mnie do jedzenia, czasem trochę pilnuje.
Ale chyba jestem szczęśliwa dlatego jedzenie i ed trochę ucichł.
Pod koniec czerwca mam urlop. Zaplanowany rejs statkiem.
Do tego czasu muszę osiągnąć dużo, bardzo dużo!
Dlatego zaciskam pasa.
Wczoraj 5km biegu, dzisiaj fitness.
Majówka niestety pracująco ale mam nadzieję ,że znajdę siłę na jakąś aktywność fizyczną.
Zaglądałam, miałam chęć coś napisać ale albo nie było o czym albo nie miałam wystarczająco czasu.
W zasadzie przez ten miesiąc nic się nie zmieniło. Może drzewa są bardziej zielone, świeci więcej słońca i jest cieplej. U mnie bez zmian.
Walczę z wagą i ciałem.
Nie tak drastycznie jak kiedyś.
Chcę odżywiać się zdrowo.
Chcę mieć piękne i zdrowe ciało, choć przyznam ,że wygląd kościotrupa nadal mnie kusi.
Może też dzięki niemu jest inaczej?
Nie zmusza mnie do jedzenia, czasem trochę pilnuje.
Ale chyba jestem szczęśliwa dlatego jedzenie i ed trochę ucichł.
Pod koniec czerwca mam urlop. Zaplanowany rejs statkiem.
Do tego czasu muszę osiągnąć dużo, bardzo dużo!
Dlatego zaciskam pasa.
Wczoraj 5km biegu, dzisiaj fitness.
Majówka niestety pracująco ale mam nadzieję ,że znajdę siłę na jakąś aktywność fizyczną.
czwartek, 27 marca 2014
no wy ty, now ja
Nawet nie wiem kiedy zleciał ten ponad miesiąc mojej nieobecności.
Zaglądałam tu, klikałam 'nowy post' po czym naciskałam czerwony przycisk przeglądarki.
Dużo się w międzyczasie zmieniło. Nie. Źle. Nie zmieniło, dużo rzeczy zrozumiałam.
Zawsze wiedziałam ,że dziewczyny podświadomie szukają partnera takiego jak swój ojciec ale teraz rozumiem to doskonale. On taki nie jest, ani trochę nie przypomina mojego taty.
Często się zastanawiam po jakim czasie i czy w ogóle odkryłabym to gdybyśmy nie zamieszkali razem.
Jeśli chcecie poznać dobrze drugą osobę to zamieszkajcie z nią!
Nie wiem co mam robić, znowu czuję się jakaś zawieszona. Nie mogę zrobić jakiegoś większego kroku w przód, bo nie wiem jak długo jeszcze z nim wytrzymam. Czuję się jakbym mieszkała z dzieckiem a nie dorosłym facetem. Kocham go ale momentami mam tak serdecznie tego wszystkiego dosyć ,że najchętniej spakowałabym się i wróciła do siebie!
Staram się trzymać dietę i biegać kiedy tylko jest pogoda.
Niestety w ostatnim czasie jestem trochę zabiegana więc nie pilnuję posiłków itp.
Nie wchodziłam też dawno na wagę.
Spóźnia mi się okres....tydzień.
Zrobiłam 3 testy ,które wyszły negatywnie.
Nigdy nie moje okresy nie były regularne, ale od jakiś 3-4m-cy przychodził jak w zegarku, stąd moja obawa dlaczego nagle go nie ma.
Nie zanudzam...zajrzę jak się sprawy trochę wyprostują.
Zaglądałam tu, klikałam 'nowy post' po czym naciskałam czerwony przycisk przeglądarki.
Dużo się w międzyczasie zmieniło. Nie. Źle. Nie zmieniło, dużo rzeczy zrozumiałam.
Zawsze wiedziałam ,że dziewczyny podświadomie szukają partnera takiego jak swój ojciec ale teraz rozumiem to doskonale. On taki nie jest, ani trochę nie przypomina mojego taty.
Często się zastanawiam po jakim czasie i czy w ogóle odkryłabym to gdybyśmy nie zamieszkali razem.
Jeśli chcecie poznać dobrze drugą osobę to zamieszkajcie z nią!
Nie wiem co mam robić, znowu czuję się jakaś zawieszona. Nie mogę zrobić jakiegoś większego kroku w przód, bo nie wiem jak długo jeszcze z nim wytrzymam. Czuję się jakbym mieszkała z dzieckiem a nie dorosłym facetem. Kocham go ale momentami mam tak serdecznie tego wszystkiego dosyć ,że najchętniej spakowałabym się i wróciła do siebie!
Staram się trzymać dietę i biegać kiedy tylko jest pogoda.
Niestety w ostatnim czasie jestem trochę zabiegana więc nie pilnuję posiłków itp.
Nie wchodziłam też dawno na wagę.
Spóźnia mi się okres....tydzień.
Zrobiłam 3 testy ,które wyszły negatywnie.
Nigdy nie moje okresy nie były regularne, ale od jakiś 3-4m-cy przychodził jak w zegarku, stąd moja obawa dlaczego nagle go nie ma.
Nie zanudzam...zajrzę jak się sprawy trochę wyprostują.
środa, 5 marca 2014
zagubiona
Nie wiem ostatnio co robić.
Czuję się jakaś zawieszona.
Nie wiem, w którą stronę iść.
Boje się przyszłości, nie wiem co będzie.
Mieszkamy razem, niby jest ok ale czasami mam jakieś głupie myśli.
Bo nie wiem czy to ma sens, czy aby nie marnuję z nim czasu.
Nie mam do niego zaufania w 100% co mnie trochę niszczy.
Mówię mu to otwarcie, on mówi ,że mnie kocha jak nikogo na świecie ale ja jednak jakoś zwyczajnie nie potrafię w to wierzyć. Choć tak bardzo bym chciała!
Ciężko mi wyobrazić sobie nasze wspólne życie, naszą przyszłość.
Nie wiem czego on chce, nie wiem czego ja chcę.
Z każdym dniem jesteśmy starsi a mam czasami wrażenie ,że czas staje żeby nagle przeskoczyć o kilkanaście dni.
Nie mam zupełnie pomysłu na to co robić.
Chciałam odejść z pracy, niestety nie przyznali mi dofinansowania.
Chcę iść na studia doktoranckie lecz nie wiem czy się dostanę.
I tak to własnie jest....zawsze pod górę, zawsze nie tak.
I co z tego ,że dieta wychodzi, że waga pokazuje ,że chudnę skoro reszta jest do dupy?
Jakiś mam dzisiaj dzień słaby.
Dobrze ,że on dzisiaj już wraca.
Czuję się jakaś zawieszona.
Nie wiem, w którą stronę iść.
Boje się przyszłości, nie wiem co będzie.
Mieszkamy razem, niby jest ok ale czasami mam jakieś głupie myśli.
Bo nie wiem czy to ma sens, czy aby nie marnuję z nim czasu.
Nie mam do niego zaufania w 100% co mnie trochę niszczy.
Mówię mu to otwarcie, on mówi ,że mnie kocha jak nikogo na świecie ale ja jednak jakoś zwyczajnie nie potrafię w to wierzyć. Choć tak bardzo bym chciała!
Ciężko mi wyobrazić sobie nasze wspólne życie, naszą przyszłość.
Nie wiem czego on chce, nie wiem czego ja chcę.
Z każdym dniem jesteśmy starsi a mam czasami wrażenie ,że czas staje żeby nagle przeskoczyć o kilkanaście dni.
Nie mam zupełnie pomysłu na to co robić.
Chciałam odejść z pracy, niestety nie przyznali mi dofinansowania.
Chcę iść na studia doktoranckie lecz nie wiem czy się dostanę.
I tak to własnie jest....zawsze pod górę, zawsze nie tak.
I co z tego ,że dieta wychodzi, że waga pokazuje ,że chudnę skoro reszta jest do dupy?
Jakiś mam dzisiaj dzień słaby.
Dobrze ,że on dzisiaj już wraca.
nadal 45 kg
poniedziałek, 3 marca 2014
Some just want everything
Przyznaję się otwarcie ,ze jedzenie nawet 3-4 posiłków mi nie wychodzi.
Nie mam czasu, nie mam chęci, boje się ,ze to za dużo.
Mam wagę, nareszcie.
45kg sprawiło ,że mam jeszcze większą motywację.
Staram się odżywiać zdrowo w limicie 1000kcal.
Kupiłam buty do biegania.
Pierwszy bieg za mną.
6km...sama byłam w szoku ,że dałam radę.
Zakwasy miałam potem przez 3 dni ale nie żałuję.
Dzisiaj idę biegać sama, bo on wyjechał na 3 dni.
Nie mam czasu, nie mam chęci, boje się ,ze to za dużo.
Mam wagę, nareszcie.
45kg sprawiło ,że mam jeszcze większą motywację.
Staram się odżywiać zdrowo w limicie 1000kcal.
Kupiłam buty do biegania.
Pierwszy bieg za mną.
6km...sama byłam w szoku ,że dałam radę.
Zakwasy miałam potem przez 3 dni ale nie żałuję.
Dzisiaj idę biegać sama, bo on wyjechał na 3 dni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)