piątek, 18 grudnia 2020

bo dajesz mi coś co mnie przeraża

 Często smaki z czymś nam się kojarzą.

Z dzieciństwem, z wakacjami, z pierwszym pójściem na studia.

Mamy tę piękną zdolność naszego mózgu, że raczej pamiętamy te dobre chwile a złe są wypierane.

Dziś rano zrobiłam sobie czerwoną herbatę i nagle jakbym przeniosła się w czasie. Przed oczami miałam kuchnie w starym domu rodzinnym i tą myśl ,że pijąc czerwoną herbatę na pewno zgubię jeszcze trochę na wadze. 

Kiedy to było? Jakieś 15 lat temu.

Tak kiedyś wierzyłam w cudowną moc wszystkiego co reklamowali jako odchudzające. Tak, wiem...bez komentarza. Teraz się z tego śmieję ale wtedy naprawdę ostro w to wierzyłam i piłam czerwoną i zieloną herbatę hektolitrami. 

Czy to złe wspomnienia? I tak i nie. Zależy, od której strony na to spojrzeć. Tak czy siak lubię nadal czerwoną herbatę i piję ,bo lubię. 

Wczoraj dzień w domu. Bez siłowni, bez biegania, bez niczego.

Dzisiaj, obejrzę występ dziecka w przedszkolu (on line takie czasy) i ruszam.

Wczoraj nie dojadłam. Dzisiaj z racji ćwiczeń muszę zjeść trochę więcej. Taki ustaliłam sobie system. W dni treningowe więcej, w nietreningowe mniej. W treningowe dokładam troszkę więcej węglowodanów.

Jutro muszę się zważyć i zrobić pomiary, co bym mogła kontrolować postępy. 

Lubię kontrolę. 



piątek, 11 grudnia 2020

wracają stare demony

 Ostatnio coraz częściej wracam do tamtych czasów.

Głodówek.

Jedzenia po 300 kcal na dzień.

Znów zaczynam szaleć kiedy wpisując w aplikację to co jadłam zbliżam się do tysiąca kalorii.

Mam limit 1850 kcal jednak nie pamiętam kiedy do niego uczciwie dobiłam.

W obecnej chwili znajduję się między: wiem ,że głodząc się nie osiągnę niczego dobrego a przecież wtedy byłam tak pięknie chuda czyli to działało.

Nie podobam się sobie.

Tęsknię za chudością. Skrajną chudością.

Wreszcie dobrze wyglądasz. 

Jesteś kobieca, nie wyglądasz jak kościotrup.

Dla mnie to nie są komplementy. 

Codziennie myślę ,że może warto uciąć jeszcze 100kcal.

Ćwiczę codziennie. Nie wyobrażam sobie inaczej. Jeśli zdarzy się dzień przerwy to w kolejnym nadrabiam podwójnie. 

Czyżby powtórka z rozrywki?

Tak, pora się trochę uszczęśliwić gubiąc pare cm. 



Właśnie przeczytałam prawie wszystkie posty tutaj.

Zdecydowanie muszę wrócić do regularnego pisania.

Brakuje mi tego a i fajnie potem wrócić do tego co było.

Wracam! 


czwartek, 25 czerwca 2020

Nie jest źle

Odzywam się.
Nie jest źle...po 4 miesiącach nie po roku.
Cóż mogę napisać jak zbyt wiele się u mnie nie dzieje.
Sytuacja jest jaka jest. Niby już "normalnie" ale nadal robiąc zakupy w sklepie czuje się jakoś dziwnie.
Oczywiście zakładam w sklepie maseczkę choć sama nie wiem po co.
Mam wrażenie jakbym żyła w dwóch światach.
W jednym ludzie wychodzą do restauracji, spotykają się ze znajomymi itp. A w drugim patrzą wilkiem kiedy nie masz w sklepie maseczki, bo przecież mogę kogoś zarazić.
Dziwne i ciekawe jak ludzie po wejściu do sklepu zmieniają swoje zachowanie, nastawienie.

W czasie totalnego zamknięcia trzymałam dietę i ćwiczyłam w domu jakieś programy z yt.
Po "otwarciu" lasów wróciłam do biegania.
Niestety dopadła mnie kontuzja najpierw kolana a potem stopy. Stopa ciągnie się już 1,5miesiąca ale biegam mimo to.
Wróciłam też na siłownię oraz...uwaga! Wykupiłam dietę i plan treningowy u jednego ze znanych trenerów. Koszt 250zł/40dni. Dużo i nie dużo ale powiem szczerze ,że już miałam dosyć ciągłego niezadowolenia ze swojej sylwetki i postanowiłam oddać się w ręce kogoś kto się na tym zna i ma wieloletnie doświadczenie. Póki co minęły jakieś 3 tyg jak stosuję się do diety i 2 jak robię plan treningowy (4x trening siłowy + 5x cardio). Czy widzę efekty? Hmmm póki co mam wrażenie ,że jest ciut gorzej ale liczyłam się z tym, bo organizm dostał +270kcal i duuużo węglowodanów, które jak starałam się obcinać max. A węglowodany trzymają też wodę więc ciało jest podlane wodą.
Najgorzej było po pierwszym 1,5tygodniu...nie dosyć ,że zmiana diety (wtedy bez ruchu z powodu kontuzji) + byłam przed okresem więc wyglądałam źle, naprawdę źle. Nawet mój facet mówił delikatnie ,że mnie przybyło.
Staram się nie wpadać w panikę, choć czasami nie jest łatwo i mam ochotę rzucić to i wrócić do swoich starych nawyków ale wiem ,że jeśli mu zaufam to może być już tylko lepiej. Wiem ,że ciało i organizm potrzebuje czasu żeby przyzwyczaić się do wyższych kcal, do treningów itp. Jem wg niego i tak nie dużo, bo 1870kcal (a powinnam jakieś 2100kcal). Na początku lipca wysyłam mu raport ze zdjęciami, wymiarami itp. Zobaczymy jak wyjdzie porównanie po tych 40dnia. Sama nie mogę się doczekać, bo widzę ,że organizm już ogarnął ,że dostaje codziennie tyle samo jedzenia i nie musi niczego magazynować. Obstawiam ,że mogę nową rozpiskę dodać z jeszcze większymi kcal ale pewnie i treningów będzie więcej.

Praca.
Nadal brak.
Siedzę nadal z dzieckiem w domu.
Tyle dobrego ,że jest przyjęta do przedszkola, pytanie czy przedszkole ruszy od września?
Jeśli tak, to będę szukać pracy, jeśli otworzą np. od nowego roku to trudno, siedzę już z nią rok więc te 4 miesiące nie robią mi już tak dużej różnicy.
Powiem szczerze, że boje się tego szukania pracy. Ja tak naprawdę nawet nie wiem gdzie bym chciała pracować, co bym chciała robić. Pracowałam 11lat w jednym miejscu więc teraz trochę się boję bycia tą nową. Czas pokaże, może wymyślę coś swojego? Chciałabym.

A moja Z. skończyła już 3 lata.
Serio?
A pamiętam jak wczoraj jak test pokazał dwie kreski...

No nic nie zanudzam, bo długi ten post wyszedł.


Miłego!

poniedziałek, 10 lutego 2020

prawie rok...

Nie ogarniam tego jak ten czas szybko leci.
Mało zaglądam tutaj, bo powiem szczerze ,że odkąd nie pracuję nie siedzę przed komputerem.
Ah właśnie.
Od ostatniego czasu dużo się zmieniło.
Nie pracuję już.
Po 11 latach nadszedł ten dzień.
Przyznam ,że nie takiego zakończenia się spodziewałam ale wyszło jak wyszło.
Od sierpnia 2019 siedzę w domu z dzieckiem.
Nie pracuję choć bym chciała ale niestety nie mam co zrobić z młodą.
Żłobek odpada a babcie są pracujące.
Dlatego też do września muszę się jakoś przemęczyć, choć z drugiej strony nie wyobrażam sobie iść do 'normalnej' pracy. Moja poprzednia była baaardzo elastyczna.
.
Dzięki temu za to chodzę 5 razy w tygodniu na siłownię.
Obecnie jem 1600 kcal.
Robię treningi siłowe + po każdym 40-35 min cardio.
Zdrowe jedzenie, zero śmieciowego żarcia, alkoholu i słodyczy.
Głowa póki co nie szaleje, choć bywają momenty gdzie stara ja chciałaby przejąć kontrolę i zdecydowanie obciąć kalorie.
Nie siedzę na forach, na blogi zaglądam tylko jak pojawiam się tutaj.
Myślę ,że to też ma wpływ na to ,że jest okej.
.
Póki co tyle.
Postaram się zaglądać częściej niż raz a rok :P

wtorek, 14 maja 2019

Jadłospis dzienny i bół głowy

Jem dziennie 4 posiłki, no chyba ,ze jestem mega godna to dorzucę coś na koniec dnia małego- najczęściej serek Skyr naturalny lub odżywkę białkową.

Ważę wszystko co do grama, staram się nie łączyć węglowodanów z tłuszczem. Generalnie w dni nietreningowe jem mniej węglowodanów. Śniadania tylko białkowo-tłuszczowe a przed (na czczo) szklanka wody z wyciśniętym sokiem z całej cytryny.

Dzisiejszy jadłospis:
Śniadanie: 6g oleju kokosowego (nierafinowanego!)+ 21g masła migdałowego+ 20g odżywki białkowej czekoladowej. Jestem uzależniona od tego- jak się zrobi na zwykłym maśle orzechowym to smakuje jak cukierki michałki.
+ kawa z 100ml mleka bez laktozy
288kcal

Posiłek potreningowy- z powodu aparatu u mnie w formie shake do picia:
20g namoczonych płatków jaglanych
100g borówek
85g banana
60g malin mrożonych
30g odżywki białkowej
334kcal

Przekąska:
150g wędliny z indyka z keczupem bez cukru
150 kcal

Kolacja:
Omlet:
- 10g chia
- 95g białka jaj
- 20g mąki ryżowej
- odrobinę proszku do piecznia
- Skyr naturalny 150g
- sos czekoladowy 0
310 kcal
RAZEM: 1080 kcal
Bieżnia: 300kcal
Dobrze sobie rozpisywać posiłki, bo...właśnie zauważyłam ,że zjadłam o jeden za mało.

Dzisiejsza pogoda chce mnie zabić. Tak mnie boli głowa ,że nie byłam w stanie zrobić treninu na siłwoni. Coś tam zrobiłam na nogi i tyłek ale było to takie se....poszłam jedynie na bieżnię 40min- 300kcl.

Teraz siedzę i piję rozpuszczalną z mlekiem.
Mogłabym Wam tu polecić masę fajnych produktów ułatwiających dietę ale wiem ,że większość z Was jest bardzo młoda, mieszka z rodzicami i nie może sobie pozwolić na osobne zakupy itp.

Nie mam pomysłu co robić dzisiaj.
Młoda póki co je i ogląda bajki, w ciąg godziny powinna iść spać.
Jego nie ma do piątku.

wtorek, 7 maja 2019

pół roku i powrót do niej?

Właśnie przeszedł mnie dreszcz żenady kiedy zobaczyłam ,że ostatni post napisałam tutaj prawie pół roku temu. Bez komentarza.
Ale powoli odkrywam dlaczego tak rzadko piszę...
Bo z moją głową było lepiej, dużo lepiej. Nie powiedziałabym ,że żyłam normalnie ale zdecydowanie lepiej niż kiedyś.
Jadłam.
Zdrowo, czysto... min 1600kcal a był moment kiedy byłam na tzw. masie i jadłam...2400 kcal!
Tyle w ciągu dnia nie zdarzyło mi się jeść w przeciągu 10lat...
Ale teraz znowu wraca ona. Ta, która każe mi obcinać kalorie, dużo ćwiczyć itp. I choć wiem ,że nie tędy droga to powoli widzę ,że się jej poddaję.
Z 1600kcal zeszłam do 1000-1200 kcal. Niby to i tak dużo patrząc na to ,że kiedyś jadłam po 300-500kcal ale wiem ,że od przekroczenia granicy dzieli mnie krok. Jeden mały krok a znów przepadnę na lata. Walczę, na siłę dobijam do 1100 kal ale podświadomie nie pozwalam na więcej niż 1200...
Chodzę na siłownię.
Robię trening siłowy + cardio.
Kiedy nie idę na siłownię to idę z dzieckiem na spacer min. 8km, kiedy jest zimno ćwiczę w domu z yt.

Dam radę?
A może znowu przepadnę...

160cm
?? kg

środa, 9 stycznia 2019

2019 ?!

Jestem!
Ale czy ktoś tu jeszcze zagląda?
Muszę się przyznać ,że ja już kompletnie nie mam czasu na czytanie blogów itp. a szkoda, bo często mi tego brakuje.
Miałam pisać częściej, regularniej a wyszło jak zwykle.
Szkoda gadać.

Dzisiaj nie planowałam nic pisać ani nawet tu zaglądać ale akurat mam wolną chwilę i w sumie nic ciekawego do roboty więc jestem. Zerknę na tą resztkę blogów, które mam na pasku, pewnie większość już jest nieaktywnych.

Nie uwierzycie ale moje dziecko ma już rok i 7 miesięcy :O
Czas zapieprza niesamowicie.
Wróciłam do pracy od lutego 2018.
Siedzenie z dzieckiem to nie moja bajka.
Ogarnęłam swoje problemy z kością ogonową i na 90% zamknęłam rozstęp mięśni.
Chodzę regularnie na...siłownię.
Na początku chodziłam z kumpelą ale ona też już wróciła do pracy i chodzę sama! :O
W życiu bym nie pomyślała ,że się odważę a teraz...
Ba! Powiem więcej...wykupiłam sobie rozpisanie diety i treningów online.
Na początku miałam dietę na 1900 kcal a teraz mam... 2400kcal w dni treningowe i nietreningowe trochę mniej.
Serio nie pamiętam ilenaście lat temu zjadałam tyle kcal...
Jak się z tym czuję? hm... chyba dobrze? Wiem ,że anoreksji nie wyleczy się w 100%, zawsze gdzieś z tyłu głowy ciągle liczysz kcal, myślisz co by tu wyrzucić żeby zaoszczędzić kcal.
Ale jem zdrowo. Bez glutenu, bez nabiału póki co. Zobaczymy jakie efekty da to wszystko.
Zaczynam dopiero 2 miesiąc z 'trenerem'.

To chyba tyle.
Wszystkiego dobrego w nowym roku.
Spełniajcie swoje cele i marzenia!