Wakacje, wakacje i po wakacjach.
Tyle diety żeby wyglądać dobrze w kostiumie a tydzień zleciał nie wiadomo kiedy.
Po powrocie waga waha się między 41,9-42,4 kg
Trudno mi biegać w taką pogodę- wybrałam się od powrotu raz.
Napiszę coś więcej jak będę miała chwilę wolnego, mam dużo zaległości w pracy.
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
poniedziałek, 20 lipca 2015
Nie komplikuj tego co proste, nie upraszczaj tego co skomplikowane.
Staram się jeść minimum 1000kcal.
Wychodzi różnie, raz lepiej ,raz gorzej.
Ale od 2 tygodni nie ćwiczyłam, może z raz biegałam.
Waga waha się między 41 a 42,5 kg.
Źle się czuję gdy jem, bardzo.
Po każdym posiłku patrzę w lustro i mam wrażenie ,że przytyłam.
A wyjazd już za tydzień...
Jak ja się pokażę w kostiumie?!
Idę pobiegać.
Wychodzi różnie, raz lepiej ,raz gorzej.
Ale od 2 tygodni nie ćwiczyłam, może z raz biegałam.
Waga waha się między 41 a 42,5 kg.
Źle się czuję gdy jem, bardzo.
Po każdym posiłku patrzę w lustro i mam wrażenie ,że przytyłam.
A wyjazd już za tydzień...
Jak ja się pokażę w kostiumie?!
Idę pobiegać.
Muszę to zakończyć.
Bo on chce coraz więcej a ja paradoksalnie coraz mniej.
piątek, 10 lipca 2015
When she was just a girl...
- Znowu schudłaś. Kiedy idziesz do tego psychologa?
- Jezu ale chuda, sama kości!
Mogłabym takich cytatów z ostatnich kilku dni przytoczyć wiele.
- Długo z tatą się kłóciłam po twoim wyjściu i powiem krótko, jak się za siebie nie weźmiesz to będziemy walczyć o przymusowe leczenie, bo to już jest przesada! Ile Ci brakuje do śmierci 3kg?!
Nie chce mi się nawet tego komentować.
Przecież wyglądam dobrze!
Wiedziałam ,że wizyta u rodziców nie będzie najlepszym pomysłem.
Niestety chcę nie chcę do ich następnej wizyty muszę trochę przytyć, chociaż do tych obiecanych 43kg...
Następnym razem jadę do nich przed samym wylotem do Grecji żeby zostawić im psa.
Mam na ogarnięcie się dokładnie 14 dni.
Spróbuję, bo wolę to niż...
Nie będzie łatwo, wiem to.
Sama siebie nie do końca upilnuję a T. znowu wyjechał na weekend.
Jakie to wszystko popieprzone!
Piję kawę i obmyślam plan działania.
Może zacznę liczyć kalorie żebym nie zjadała mniej niż 1100kcal?
Nie zrezygnuję z ćwiczeń oczywiście.
- Chodź sobie na ten fitness, biegaj ale jedz przy tym więcej.
Chociaż tyle, bo kiedyś dostałam zakaz na aktywność sportową.
- Jezu ale chuda, sama kości!
Mogłabym takich cytatów z ostatnich kilku dni przytoczyć wiele.
- Długo z tatą się kłóciłam po twoim wyjściu i powiem krótko, jak się za siebie nie weźmiesz to będziemy walczyć o przymusowe leczenie, bo to już jest przesada! Ile Ci brakuje do śmierci 3kg?!
Nie chce mi się nawet tego komentować.
Przecież wyglądam dobrze!
Wiedziałam ,że wizyta u rodziców nie będzie najlepszym pomysłem.
Niestety chcę nie chcę do ich następnej wizyty muszę trochę przytyć, chociaż do tych obiecanych 43kg...
Następnym razem jadę do nich przed samym wylotem do Grecji żeby zostawić im psa.
Mam na ogarnięcie się dokładnie 14 dni.
Spróbuję, bo wolę to niż...
Nie będzie łatwo, wiem to.
Sama siebie nie do końca upilnuję a T. znowu wyjechał na weekend.
Jakie to wszystko popieprzone!
Piję kawę i obmyślam plan działania.
Może zacznę liczyć kalorie żebym nie zjadała mniej niż 1100kcal?
Nie zrezygnuję z ćwiczeń oczywiście.
- Chodź sobie na ten fitness, biegaj ale jedz przy tym więcej.
Chociaż tyle, bo kiedyś dostałam zakaz na aktywność sportową.
W wtorek obiad z M. za miastem.
Wieczorem wyszłam z dziewczynami na piwo.
Pisał.
Dziękował za super popołudnie i dodał ,że wyglądałam zjawiskowo.
Wczoraj rano o mało co nie powiedziałam o wszystkim T.
Popłakałam się i powiedziałam ,żeby się nie zdziwił jeśli któregoś dnia wróci do pustego domu.
poniedziałek, 6 lipca 2015
Beautiful life
Nie jest dobrze!
Źle się dzieje.
Waga spada, nie wiem jak, nie wiem dlaczego.
Gówno prawda, wiem.
Muszę więcej jeść, muszę.
40,2 kg
Zaszalałaś panienko!
Romans?
Muszę od tego uciec, bo wszystko idzie w złą stronę.
Źle się dzieje.
Waga spada, nie wiem jak, nie wiem dlaczego.
Gówno prawda, wiem.
Muszę więcej jeść, muszę.
40,2 kg
Zaszalałaś panienko!
poniedziałek, 29 czerwca 2015
klub małych anorektyczek
Wyjmowałam dziś kalendarz z torebki i wypadła kartka: psycholog i 2 numery telefonu.
Podniosłam, uśmiechnęłam się pod nosem sama do siebie.
Generalnie miło ją wspominam, nawet ją polubiłam.
Kartkę schowałam do kalendarza, może kiedyś się przyda.
Przetrenowanie i niechęć do ćwiczeń minęła.
Dieta idzie.
Miałam pojechać do rodziców ale boje się do nich jechać.
Dziś w nocy wraca T.
A moja waga... 41,5kg. Jeśli mnie zważy to nie będzie zadowolony.
Ba, pewnie skończy się awanturą.
Nie potrafię z nim rozmawiać. Wstydzę się swojej choroby...
Podniosłam, uśmiechnęłam się pod nosem sama do siebie.
Generalnie miło ją wspominam, nawet ją polubiłam.
Kartkę schowałam do kalendarza, może kiedyś się przyda.
Przetrenowanie i niechęć do ćwiczeń minęła.
Dieta idzie.
Miałam pojechać do rodziców ale boje się do nich jechać.
Dziś w nocy wraca T.
A moja waga... 41,5kg. Jeśli mnie zważy to nie będzie zadowolony.
Ba, pewnie skończy się awanturą.
Nie potrafię z nim rozmawiać. Wstydzę się swojej choroby...
41,5 kg
160 cm
piątek, 19 czerwca 2015
Staję się dorosła. Tracę złudzenia, być może, by zyskać inne.
Wczorajszy stretching dobrze mi zrobił, nawet bardzo.
W czasie zajęć czułam ,że właśnie tego mi było trzeba. Na stepie też było okej ale wczoraj rozciąganie było trafieniem w samo sedno.
Byłam wczoraj u rodziców. Nie było tak źle. Tata trochę komentował ,że chuda jestem ale bywało gorzej.
Dopadli mnie przy obiedzie z pytaniami o ślub i dzieci.
Kiedy chcesz urodzić dziecko?
Myśleliście o jakimś ślubie?
Nie będziecie już młodsi, ciągle chcecie mieszkać u kogoś?
I co ja mam odpowiedzieć?
Nie rozumieją ,że moim marzeniem nie jest gromadka dzieci.
Chcę podróżować, spełniać się zawodowo. Nie jestem typem kobiety, która marzy o domku, ogródku i bawiących się w nich dzieciach. Jeszcze nie teraz, nie teraz. Ale kiedy? Nie wiem. Wiem ,że czas ucieka ,że za rok będę miała już 28, potem 29 lat i ,że pora na rodzenie dzieci mija z dnia na dzień.
Ale ja się boję.
Boje się dorosłości, nie chcę się starzeć.
A mam wrażenie ,że dopóki odkładam to wszystko na potem to będę nadal młoda. Wiem ,że to głupie, że być może obudzę się z ręką w nocniku.
Jedynie czego bym chciała to wziąć ślub i mieć wspólny cel z T. Chciałabym żebyśmy pracowali razem na coś wspólnego. Dopóki mieszkamy w wynajętym domu każdy żyje tak jakby na własny rachunek, nie ma nic naszego, wszystko jest albo moje albo jego.
Ale póki jest okej, to niech tak będzie.
Nie ważyłam się długo.
Wczoraj weszłam z ciekawości na wagę.
42,7 kg
Nie najgorzej.
A dzisiaj dostałam wreszcie okres.
Oby w przyszłym miesiącu nie był tak spóźniony jak teraz, bo inaczej będę miała okres akurat na wyjazd do Grecji.
Nie dorastajcie, bycie dorosłym jest cholernie trudne.
W czasie zajęć czułam ,że właśnie tego mi było trzeba. Na stepie też było okej ale wczoraj rozciąganie było trafieniem w samo sedno.
Byłam wczoraj u rodziców. Nie było tak źle. Tata trochę komentował ,że chuda jestem ale bywało gorzej.
Dopadli mnie przy obiedzie z pytaniami o ślub i dzieci.
Kiedy chcesz urodzić dziecko?
Myśleliście o jakimś ślubie?
Nie będziecie już młodsi, ciągle chcecie mieszkać u kogoś?
I co ja mam odpowiedzieć?
Nie rozumieją ,że moim marzeniem nie jest gromadka dzieci.
Chcę podróżować, spełniać się zawodowo. Nie jestem typem kobiety, która marzy o domku, ogródku i bawiących się w nich dzieciach. Jeszcze nie teraz, nie teraz. Ale kiedy? Nie wiem. Wiem ,że czas ucieka ,że za rok będę miała już 28, potem 29 lat i ,że pora na rodzenie dzieci mija z dnia na dzień.
Ale ja się boję.
Boje się dorosłości, nie chcę się starzeć.
A mam wrażenie ,że dopóki odkładam to wszystko na potem to będę nadal młoda. Wiem ,że to głupie, że być może obudzę się z ręką w nocniku.
Jedynie czego bym chciała to wziąć ślub i mieć wspólny cel z T. Chciałabym żebyśmy pracowali razem na coś wspólnego. Dopóki mieszkamy w wynajętym domu każdy żyje tak jakby na własny rachunek, nie ma nic naszego, wszystko jest albo moje albo jego.
Ale póki jest okej, to niech tak będzie.
Nie ważyłam się długo.
Wczoraj weszłam z ciekawości na wagę.
42,7 kg
Nie najgorzej.
A dzisiaj dostałam wreszcie okres.
Oby w przyszłym miesiącu nie był tak spóźniony jak teraz, bo inaczej będę miała okres akurat na wyjazd do Grecji.
Nie dorastajcie, bycie dorosłym jest cholernie trudne.
wtorek, 16 czerwca 2015
uczymy się przez całe życie
Ostatnio sporo czytam i oglądam programów na temat odchudzania ale takiego zdrowego, poprawnego. Moja koleżanka poszła na szkolenie na trenera personalnego ale od strony kulturystyki. Po każdym dniu mówi mi coś ciekawego. Ostatnio powiedziała mi ,że jeśli chce się schudnąć (nie ćwicząc) to trzeba kategorycznie zapomnieć o owocach. Owoce (1 max2) można zjeść w dzień, który się ćwiczy ale tylko do jakiejś godziny 13-14.
I tym sposobem muszę pożegnać się z owocami.
Swoją drogą pragnę serdecznie pozdrowić dziewczyny, które są na tych śmiesznych owocowych dietach lub dietach gdzie nie liczy się kalorii z owoców.
Poza owocami oczywiście należy zapomnieć o słodyczach i co ciekawe o... mleku! (a ja tak lubiłam na lepszy sen wypić szklankę gorącego mleka lub prawdziwego kakao gdy miałam ochotę na słodkie).
Na diecie nie jest lekko, niedługo będę żyła na samej wodzie ;)
A tak serio...wskazane jest jedzenie warzyw, jak najwięcej warzyw, chudych serów/twarogów.
Całe szczęście ,że teraz oboje z T. jesteśmy na diecie więc jest łatwiej z kupowaniem jedzenia i motywacją do ćwiczeń, choć przyznam ,że wczoraj kompletnie nie miałam ochoty na jakikolwiek ruch. Zapisałam się na step& shape ale gdyby nie to ,że nieprzyjście na zajęcie kosztuje 25zł to pewnie wczoraj bym zajęcia opuściła. Ale poszłam ,rozruszałam się i po powrocie do domu zrobiłam z T. 20 min. turbo spalanie + 10min Mel B na brzuch i 10 min. Mel B na pośladki.
Dziś nie wiem co będzie, mam ochotę na rower.
Dobra koniec o diecie, bo nie samą dietą człowiek żyje ;)
Dziś wpłaciłam zaliczkę na wakacje i 8.07 wraz z 4 znajomych lecę na zasłużony odpoczynek do Grecji :) Dzięki temu mam też motywację żeby mocniej zacisnąć pasa z dietą.
I tym sposobem muszę pożegnać się z owocami.
Swoją drogą pragnę serdecznie pozdrowić dziewczyny, które są na tych śmiesznych owocowych dietach lub dietach gdzie nie liczy się kalorii z owoców.
Poza owocami oczywiście należy zapomnieć o słodyczach i co ciekawe o... mleku! (a ja tak lubiłam na lepszy sen wypić szklankę gorącego mleka lub prawdziwego kakao gdy miałam ochotę na słodkie).
Na diecie nie jest lekko, niedługo będę żyła na samej wodzie ;)
A tak serio...wskazane jest jedzenie warzyw, jak najwięcej warzyw, chudych serów/twarogów.
Całe szczęście ,że teraz oboje z T. jesteśmy na diecie więc jest łatwiej z kupowaniem jedzenia i motywacją do ćwiczeń, choć przyznam ,że wczoraj kompletnie nie miałam ochoty na jakikolwiek ruch. Zapisałam się na step& shape ale gdyby nie to ,że nieprzyjście na zajęcie kosztuje 25zł to pewnie wczoraj bym zajęcia opuściła. Ale poszłam ,rozruszałam się i po powrocie do domu zrobiłam z T. 20 min. turbo spalanie + 10min Mel B na brzuch i 10 min. Mel B na pośladki.
Dziś nie wiem co będzie, mam ochotę na rower.
Dobra koniec o diecie, bo nie samą dietą człowiek żyje ;)
Dziś wpłaciłam zaliczkę na wakacje i 8.07 wraz z 4 znajomych lecę na zasłużony odpoczynek do Grecji :) Dzięki temu mam też motywację żeby mocniej zacisnąć pasa z dietą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)